wtorek, 12 czerwca 2018

Bajaderka - czyli przegląd ostatnich miesięcy

 
Ten dzisiejszy wpis po bardzo długiej przerwie, będzie jak to kultowe ciastko mieszanką wszystkiego co pozostało po ostatnim czasie w pamięci i codzienności - resztki przeszłości :-).
 Dawno nie zaglądałam na własny blog, ale zauważyłam też, że wiele osób porzuciło w ostatnim czasie prowadzenie blogów lub pisze dużo rzadziej. Pozostały głownie osoby mające biznes powiązany z blogowaniem. Często żal mi ciekawych historii i zdjęć, które były na wielu odwiedzanych przeze mnie regularnie blogach, które już są nieaktywne. Z drugiej strony sama mam coraz mniejszą pasję do pisania widząc bardzo dużą komercjalizację blogów.
Jednocześnie zaczęłam zaglądać na vlogi, ale głownie amerykańskie, gdyż polskie są mało wyspecjalizowane jeśli chodzi o tematykę domowo-porządkową. Często prowadzące robią materiał o wszystkim i o niczym.
Na pewno vlog jest mniej absorbujący dla odbiorcy, bo można sobie puszczać filmiki podczas gotowania, jazdy autobusem, czy kąpieli... Bloga trzeba czytać samemu.
To takie refleksje z ostatniego czasu, a teraz przejdę do tych wspominek...
 
Bajaderkowe wspominki zacznę od kalendarza, na który trafiłam w jakiejś księgarni. Ten dziennik okazał się strzałem w 10! Bardzo lubię prowadzić w nim notatki i zaznaczać najważniejsze wydarzenia. Dzięki temu często do niego zaglądam i spełnia on swoje zadanie. Dla mnie najważniejsze jest to że posiada w wielu miejscach dużą powierzchnie do notowania.
 
 
Ostatnimi czasy bardzo dużo czasu spędzam na organizacji mieszkania i odgruzowaniu z różnych zbiorów. Długa choroba uniemożliwiła mi zajmowanie się domem na bieżąco i od pół roku nadrabiam wieloletnie zaległości przeszukując kąt po kącie. Pozbywam się rzeczy, ile tylko się da (często musze po kilka razy przeglądać rzeczy, bo ciężko się rozstać). Organizuję małą przestrzeń jak najbardziej ergonomicznie i praktycznie, co okazuje się nie takie proste i wymaga wielu prób i poszukiwań. Ostatnią moją inspiracją jest poniższe książka. Może przyjdzie czas podzielić się moimi eksperymentami i patentami...
 


Moja miłość do kolorowego szkła zaowocowała poniższym zestawem, który przydał się na ostatniej imprezie. To zbór z różnych miejsc i stylów:
- szklanki z ZaraHome,
- talerze stare PRL-owskie z allegro,
- dzbanek niebieski z Tigera,
- filiżanki w niebieskie kwiatki TKMax.
 















Ostatnio w Tigerze bywają ciekawe i dość tanie naczynia. Ja się skusiłam na taki niebieski komplecik deserowy. Ogólnie uwielbiam błękitną zastawę i niebieskie, granatowe szkło, co chyba widać :-). Mam codzienną zastawę Green Gate, a teraz doszły te cuda do serwowania deserów czy przystawek.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz