środa, 26 czerwca 2013

domowa galeria - DIY

Odkąd zaczęłam się udzielać blogowo i przeglądać Wasze cudowne blogi. Bardzo krytycznie spojrzałam na moje mieszkanie. Przestało mi się wydawać ładne. Nie mówiąc o tym, że straszy troszkę kablami, bo jest ciągle nie wykończone. Niestety od dłuższego czasu choruję i nie jestem w stanie robić dużo, a czasem nawet w ogóle nic. Z tego powodu każdy pomysł i zmiana trwa u mnie bardzo, bardzo długo. We wrześniu postanowiłam zmienić moją rodzinną galerię. Od września do listopada zajęło mi zdjęcie starych srebrnych ramek pozawieszanych w dużej ilości w salonie, powyjmowanie gwoździ i odświeżyłam ścianę.
***
DIY - z angielskiego "do it yourself" - oznacza samodzielne wykonanie czegoś. Zazwyczaj jest to po prostu przerabianie starych rzeczy przez nadanie im zupełnie nowego wyglądu i charakter. Pod pojęciem DIY rozumie się także robienie zupełnie nowych ubrań (wszystko jednak własnoręcznie).
 ***
W grudniu miałam już pomysł na same ramy - miały być białe z białymi pas-partu. Potem trzeba było wymyślić koncepcję jak je pozawieszać. I tu z pomocą przyszły mi Wasze blogi. Poznajdowałam na nich super kompozycje "na każdą okazję". Teraz jeszcze kilka pomysłów które mi utkwiły:
http://anniemariedesigns.co/marketing/wall-galleries/

http://ushiilandia.blogspot.com/2012/07/mae-zmiany-w-sypialni-i-minitutorial.html

*
http://apetycznewnetrze.blogspot.com/2012/01/dekoracje-scian-2-domowa-galeria.html

http://www.e-oprawa.pl/blog/2012/09/04/sciany-pelne-fotografii/

i moje planowanie:


Żeby jakoś podrasować proste ramy kupiłam dekory - w Domu na Górce i zabrałam się do malowania.



Potem była długa, długa przerwa, podczas której od czasu do czasu machnęłam pędzlem nakładając kolejną warstwę farby a potem lakieru i w końcu zdobiłam na biało ramki. W międzyczasie na wyprzedażach we FLO trafiłam kilka nowych cudnych ramek: te owalne leciutko różowe i 2 białe składające się z zewnętrznej i wewnętrznej ramy. W przedostatni weekend wreszcie postanowiłam wszystko wykończyć. Niespodziewanie w czerwcu na imieniny dostałam przepiękną ramkę z aniołkiem. Jeszcze czekam na kilka dekorków, bo zmieniła mi się troszkę koncepcja i muszę dokleić kilka. Jednak już można podziwiać całość układu :-). Odcienie bieli są bardzo rożne od śnieżnej bieli poprzez krem do lekko brudnej bieli. Co myślicie o takiej różnorodności?





Te ramki na dole na ostatnim zdjęciu skleiłam z dwóch ramek.



Zdjęcia moich przodków znalazły godne miejsce. Pozostało mi tylko wywołać jakieś ładne zdjęcia rodziców i wstawić do tej ramki z aniołkiem i to będzie koniec kombinacji.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

korespondencja z Paryża

Jak pisałam wcześniej nie miałam w Paryżu aparatu i wszystkie zdjęcia "cykała" koleżanka :-). Właśnie dostałam od niej płytkę i wybrałam kilka klimatycznych fotek. Poza tym zebrałam się żeby napisać kilka praktycznych informacji.
 
Lądowałam i odlatywałam z powrotem z lotniska Beauvais-Tillé, co kosztowało sporo stresu. BVA to maleńki port lotniczy oddalony od Paryża o 80 km. Z centrum miasta można się tam dostać do niego chyba jedynie autokarem odjeżdżającym spod Pałacu Kongresowego (Palais des congrès de Paris). Godziny odjazdów autokarów w miarę dostosowane są do przylotów i odlotów (autokary na lotnisko są opatrzone nazwami miast odlotów, ale nie ma obowiązku jazdy tylko swoim autokarem, autokary gdy są pełne po prostu odjeżdżają. I tu pojawia się problem, bo odjazd jest 3 h przed godziną odlotu. Samolot do Warszawy był koło godziny 9.00, a metro zaczyna funkcjonować dopiero o 6.00, więc mieliśmy problem z dojazdem. Czas jazdy autokaru jest bardzo różny i zależy od sytuacji na ulicach Paryża i na autostradzie, gdzie często są olbrzymie korki. Koszt w obie strony 28 euro, bilety się kupuje w kasie na lotnisku (lub 2x14 euro - bilet powrotny można kupić w miejscu odjazdu autobusów).
1. Na początek widok na Sekwanę z okien Muzeum d'Orsey

 
Kolejka do muzeum w weekendy, tak jak ja byłam, są ogromne, ale sprzedaż biletów przebiega sprawnie. Od razu po wejściu na parterze warto zaopatrzyć się w plan muzeum, ponieważ muzeum ma masę salek, dość niespotykanie usytuowanych i łatwiej znaleźć to co się szczególnie chce obejrzeć. Toalety są niestety tylko w piwnicach. Nie wolno w d'Orsay robić zdjęć eksponatów, jednak wszyscy pstrykają hol główny. Jest to zdecydowanie mniejsze muzeum, niż Luwr, jednak 2 godziny (ok 17.30 zaczynają wypraszać z muzeum i zamykać poszczególne sale) nie starczyło nam na obejście wszystkiego (słyszałam że zwiedzanie zajmuje od 1 do 3 godzin, ja myślę że jeśli ktoś nie biega po muzeum i chce obejść całe trzeba poświęcić co najmniej 2,5 h). Muzeum Orsay jest nieczynne w poniedziałki.
 
 2. cudna Katedra Notre Dame


Aby wejść do Katedry Notre-Dame trzeba ustawić się w jednej kolejce - ale jak ja byłam kolejka była króciutka.  Wejście do kościoła jest bezpłatne.
3. i widok z tyłu z mostu kłódek :-)

 4. wieża Eiffla nocą - magiczne miejsce!




Na Pole Marsowe najlepiej dotrzeć na ok. godzinę lub przed zachodem słońca, aby obejrzeć z Wieży Eiffla panoramę Paryża za dnia, a potem nocą. Choć pokaz świateł ja złapałam koło 23.00. Podobno wieża migocze o pełnych godzinach (tylko przez 5 minut). Aby wejść/wjechać na wierzę też czeka się w kolejce. Wejście po schodach na drugie piętro wieży kosztuje 4,5 euro dla osoby dorosłej i kolejka jest duuuuuuużo krótsza, wjazd windą na 2. piętro 8,10 euro. Następnie wjazd windą na prawie sam czubek kosztuje 13,10 euro. 

5. Luwr i otaczający go ogród
 

Na zwiedzanie Luwru warto przeznaczyć co najmniej jeden dzień, jeśli chce się w miarę ogarnąć całe muzeum i mieć chwilkę oddechu w międzyczasie. Są tam m.in. działy: sztuki starożytnej, malarstwo włoskim, francuskim, hiszpańskim, niemieckim, holenderskim i flamandzkim, apartamenty Napoleona III. Kolejka do Piramidy Luwru, przez którą jest główne wejście do muzeum  zazwyczaj jest strasznie długa, jednak sprzedaż biletów przebiega sprawnie. W okolicy kas znajdują się również punkty informacyjne, w których warto zaopatrzyć się w plan muzeum, ponieważ jest ono ogromne, więc warto zaplanować sobie drogę zwiedzania. W obiekcie można robić zdjęcia bez lampy błyskowej oraz filmować. We wtorek Luwr jest zamknięty. W środy i piątki jest czynny do 22 i wtedy wieczorem podobno jest mało turystów. Idąc przez ogrody w koło pałacu dochodzi się do placu na końcu Champse Elise.
 Przeglądam sobie zdjęcia i wspomnienia leniwych, pełnych niezapomnianych widoków i jedzenia dni stają mi przed oczami :-)

czwartek, 13 czerwca 2013

prasa internetowa i marzenia

Dzięki katalagom Green Gate liczba moich marzeń wzrasta do nieskonczoności :-). Własnie ukazał się nowy katalog - http://catalogue.greengate-imagebank.dk/AutumnWinter2013/

Dzięki jednej z blogowiczek odkryłam również poniższy magazyn - http://issuu.com/adorehome/docs/adorejunejuly_final
a w nim mój wymarzony łóżkowy zagłowek :-)


świetne pomysły na domowe majsterkowanie są 2 najstarszych numerach (reszta są niestety tylko zajawkami czasopism) Inspired Ideas - http://issuu.com/inspired-ideas

Z polskich czasopism internetowych pewnie tak jak ja czytacie Green Canoe - http://issuu.com/greencanoe/docs/style_2012-2

A poniżej już nie polski mój ulubiony magazyn rękodzieła - http://issuu.com/rosapomposa

Moim kulinarnym odkryciem jest:
http://issuu.com/rosapomposa i oby były następne numery :-)
http://issuu.com/debesys
http://issuu.com/houseoffifty
http://www.houseofturquoise.com/


Miłego czytania!

piątek, 7 czerwca 2013

ja papuga!

Papugując po innych blogowiczkach postanowiłam się koronować :-). A tak serio to przypadkiem na allegro za niewielką kwotę trafiłam na świecznik w kształcie korony. Własnie wczoraj doszła przesyłka i od razu postawiłam na parapecie z moim ulubionym aniołem. Mam zamiar przemalować, żeby jakoś pasował świecznik do pokoju, ale to pewnie w przyszłym tygodniu dopiero uda mi się zrobić.


źródło: internet
 

MIŁEGO WEEKENDU!

wtorek, 4 czerwca 2013

francuskie sery

W weekend miałam wizytę znajomych z okazji mojego powrotu i całej masy serów króre przywiozłam :-). Smaki tak różne ze nawet trudno opowiedzieć. Uwielbiam żółte sery. Ten zielony to Gouda z pesto. Polecam, bo podobno bywa u nas w marketach.W głębi lezy też gomółka białego twarożku koziego z marmoladą figową - pychota. Reszty serów nie pamiętam nazw :-(. Będę za nimi tęsknić i czasem zajrzę do Almy, żeby powspominać smaki :-).
 
 
Pod talerzami widać dwie plastikowe podkładki, które sobie przywiozłam z Paryża.