czwartek, 28 lutego 2013

wracam :-)

Długo mnie nie było, ale zmogło mnie przeziębienie i bardzo duże osłabienie. Pokrzyżowało to wiele planów i nagromadziło zaległosci. Powoli wracam do życia i do zaległych zadań. I wreszcie mogę tu zajrzeć i coś napisac.
Chciałabym tyle pokazać, ale z czasem krócho, bo wiele rzeczy czeka do nadrobienia. Na dziś więc tylko kilka zdjęć parapetu i ostatnich śladów zimy, któe powoli zaczynają znikać z mojego mieszkania. Mam nadzieję, że w weekend już definitywnie odejdą na najbliższy roczek :-).



zrobiłam w zeszłym roku ten talerz, ale pięknie się na zimę prezentuje :-)


czwartek, 14 lutego 2013

my day!

Siebie też trzeba kochać...















źródło: net

środa, 13 lutego 2013

zima, zima i ogrzewania :-)

Mieszkam w starym domu i w kazdym z mieszkań były kiedyś kaflowe piece. Jeden był kawałkiem ściany i ogrzewał na raz dwa pokoje, a drugi podobno w kuchni do gotowania. Tego w kuchni to nie widziałam w żadnym z mieszkań, więc może to tylko legenda. Za to w pokojach pozostały do lat 90-tych. Ok. lat 60-tych/70-tych w większości przerobiono je na grzałki elektryczne . Potem wszyscy zaczęli remontować i w 3 mieszkaniach poznikały piece. Natomiast moja bespośrednia sąsiadka do póki miała siłę nosić drewno i węgiel to nadal używała po staremu swój piec kaflowy. Ja podczas ostatniego remontu długo się zastanawiałam, czy usunąć piec i mieć kawałek ściany pod meble i obrazy, czy też zostawić jako oazdobę (mimo, że nieużywany). Z jednej strony zajmuje dość dużą część ściany w dwóch pokojach, a ustawienie pokoi jest takie dziwne, że nie pasuje do dzisiejszych potrzeb i nie bardzo jest gdzie stawiac meble. Z drugiej strony kocham takie staruszki. Uwielbiam klimat mieszkań z piecem, nie mówiąc już o działającym piecu.... I w końcu  nie miałam serca usunąć mój piec. Może hasło "piec kaflowy" budzićw was jakieś piękne wyobrażenia, bo były czas robienia pięknych piecy, jednak ten mój był niewyględny: w kolorze buro-s..., wyszczerbiony, z wyłupioną fugą...
 
i jak widać postanowiłam go przemalować...
 
 
W jedną z byłych sobót zabrałam się za malowanie. Nie miałam farb do pieców i za bardzo funduszy do kupienia, więc użyłam farby emalii akrylowej do drewna i metalu. Ponieważ nie grzeję w tym piecu (z powodu kosztów elektryczności) to nie powinna farba odchodzić.
I tak to wyszło po:
 
 

 
jeszcze czeka mnie wykańczanie: muszę zetrzeć papierem ściernym niedoróbki i pomalować ponownie (trzeba strasznie uważąć, bo płatami porba schodzić, uzupełnić fugi i polakierować).
 
Co myślicie lepiej w oryginale, czy po malowaniu?
 


poniedziałek, 11 lutego 2013

miętowy rządzi :-)

Od prawie roku po róznych zmianach w moim życiu zaczęły mnie fascynować pastele. Na początku nieśmiało i raczej wśród moich ubrań pojawiły się zgaszone róże i błękity oraz mięta.



Poźniej wciągnął mnie z "siłą wodospadu" :-) świat blogów i zobaczyłam cudne wnętrza pełne takich dotąd nie znanych mi kolorów. Poznałam piękne Wasze wytwory: pastelowe girlandy, "bielizna" kuchenna, naczynia, drewniane ozdoby....
Jesienią uległam temu urokowi całkowicie i pastele wymościły sobie u mnie wygodne gniazdko. Nawet ozdoby choinkowe były w takich odcieniach. Pojawiły się też pierwsze moje pastelowe naczynia, u Al zamówiłam cudną miętową literkę "M", a teraz robiąc paterę pomyślałam, że nie będzie biała tylko miętowa

W styczniu wzięłam się za mieszanie farb i "wymieszałam miętę" :-). Zabrałam się za malowanie wszystkiego co miałam pod ręką. Na pierwszy ogień poszła resztka drewnianych przyborów kuchannych. Zrobiłam miętowe skarpetki z błękitną lamówką:

Troszkę słabe oświetlenie miałam, więc słabo widać ze to miętowy, ale uwierzcie że to ten sam kolor co ma powyższa literka "M".
Następnie jak kilka blogowiczek postanowiłąm zrobić paterę (tależ ze sklepu wszystko za 2 zł, szklany świecznik z bazarku za 6 zł i klej z pistoletu)- tylko nie białą, a miętową:



Jeszcze czekała od dłuższego czasu mała maszyna (ozdoba) do przeróbki i ona również nie oparła się kolorowi miętowemu :-).

Odnośnie pater - to w sobotę byłam w Empiku przejrzeć prasę i w jednym z zagranicznych magazynów, znalazłam nowy pomysł na paterę:

Jak znajdę taką fajną nóżkę drewnianą to też sobie taką zrobię.
Miłego dnia Wam wszystkim!

środa, 6 lutego 2013

taki tam kosz pomysłów...

Przeglądając rózne zagraniczne blogi znalazłam kilka inspiracji walentynkowych. Ja raczej nie mam powodu do szaleństwa w tym temacie, ale może komuś się przyda, bo naprawdę dziewczyny robią fajne rzeczy :-):
1) http://inchmark.squarespace.com/inchmark/2009/2/10/my-little-valentine.html
2)  http://inhonorofdesign.blogspot.com/2010/02/thursday-diy-playing-card-message.html

3) http://dekoracyjnatasma.blogspot.com/2012/02/jak-zapakowac-prezent-na-walentynki.html
walentynkowe pudełka
4) http://www.theprettyblog.com/2011/01/valentines-day-heart-garland-craft/

5) http://www.aspoonfulofsugardesigns.com/2013/01/heart-memo-holder.html

6) http://diybydesign.blogspot.com/2013/01/valentines-day-vignettes.html

7)  nie pamiętam skąd - ale taka dekoracja walentynkowa napewno zrobi nastrój w pokoju :-)

 
I na koniec w Hebe trafiłam śliczne serwetki w serduszka (jeśli ktoś chciałby na wymiankę, to oczywiście niech pisze). Pomyślałam, że podkłądki z nimi będą się pieknie prezentować.