wtorek, 31 lipca 2012

małe radości


Blog i blogowy świat staje się moją małą terapią. Tyle razy słyszałam, że trzeba w życiu zauważać nawet najmniejsze pozytywy i cieszyć się chwilą. Wydawało się, że to umiem i że widzę pozytywy w życiu. Aż przyszły dni tak czarne, że świat zmienił barwy. Nagle pod zasnutym niebem nie było innych barw niż ciemny granat, szarość najbardziej szara i czerń. Okazało się, że te pozytywy trzeba uczyć się dostrzegać jak elementarza - małymi kroczkami, po literce: że wieje delikatny wiatr w upalny dzień, że miałam siłę na zrobienie czegokolwiek, że widziałam cudne zdjęcie, zjadłam przepyszną jagodziankę…

Banały? O nie to najjaśniejsze promyki dnia, które warto dostrzec, a które wcześniej były tak oczywiste. Pewnie nikt kto tego nie przeżyje osobiście, nie do końca zrozumie moje odkrywanie radości. Powoli staje się ono moją wielką podróżą. I w tym podróżowaniu cudownym doświadczeniem stał się świat blogerek vintigowo-twórczych, urządzających cudnie swoje domy w wyroby własne. Dzięki wielu cudnym blogom, mogę niemal codziennie zachwycać się pięknem wnętrz, talentami i pomysłami innych. Sama zyskuję cudne przedmioty i pomysły, odczuwam życzliwość korespondujących blogerek i wysyłających swoje cudeńka. Z tego światka płynie masa pozytywnej energii i wsparcia. I choć jeszcze nie jestem jego częścią, nie tworzę tyle i tak dobrze, to czuję te fluidy w powietrzu i napawam się nimi ile tylko mogę J. Dzięki dziewczyny!

P.S. Takie cudo pomachało do mnie z jednej z mijanych witryn sklepowych w drodze do pracy:
Miłego dnia!

2 komentarze:

  1. Doskonale Cię rozumiem przez lata żyłam pod niebem zasnutym w chmury. A od męża nauczyłam się jednego by w każdym smutnym wydarzeniu szukać pozytywów. I to się sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki że wstąpiłas. masz bardzo ciekawy blog! jutro poczytam więcej - narazie o wydrukach czytałam :-)

    OdpowiedzUsuń